2013-09-02

Małgorzaty Musierowicz "Szósta klepka", czyli po raz kolejny zaczynam swój romans z Jeżycjadą.

Niecały rok temu skończyłam czytać Jeżycjadę. Po raz kolejny. I wydawać by się mogło, że powinnam dać sobie spokój z Borejkami i im podobnymi choć na rok, może więcej. Ale co mam począć, gdy zżera mnie tęsknota za nimi?! Zwłaszcza, że pierwsze części serii, w przeciwieństwie do tych najnowszych, to również rodzaj podróży sentymentalnej, którą uwielbiam odbywać, szczególnie, że jak wiemy, czas biegnie do przodu a nie w kierunku odwrotnym... Razem z tymi pierwszymi książkami cofam się do czasu, gdy miałam te 11 czy 12 lat i mama kupiła mi pierwszą z nich ("Kwiat kalafiora"). Jak dobrze wiedziała czego mi trzeba! Okazało się bowiem, że świat przedstawiony na kartkach kolejnych powieści Małgorzaty Musierowicz jest tym, do którego młoda, czytająca dziewczynka lgnie i z którym już nigdy tak naprawdę nie będzie się potrafiła na stałe rozstać, nawet gdy będzie prawie trzydziestoletnią kobietą :)




"Szósta klepka", co pamiętam zdziwiło mnie gdy ją pierwszy raz czytałam, nie skupia się w swojej treści na życiu rodziny Borejków a Żaków (jako, że ja zaczęłam swoją przygodę z Jeżycjadą od poznania rodziny Gabrysi Borejko było dla mnie zaskoczeniem, że dwie pierwsze części serii nawet o nich nie wspominają). Główną bohaterką książki jest Cesia Żak, przekonana o swojej bezbarwności szesnastolatka, mieszkanka Poznania i członkini niezwykle barwnej rodziny. Celestyna tęskni za przyjaźnią, ale jeszcze bardziej marzy o tym, by na swojej drodze spotkać chłopca, który skradnie jej serce. Szczęśliwie, raczej prędzej niż później, Cesia poznaje Dankę, rozmarzoną, rozkapryszoną i przekonaną o swojej wyjątkowości dziewczynę, która jednak idealnie nadaje się na przyjaciółkę i która koniecznie potrzebuje pomocy inteligentnej i pracowitej Celestyny Żak. Trochę inaczej mają się sprawy z Wielką Miłością. Na tą Cesia musi poczekać trochę dłużej...

Książki Małgorzaty Musierowicz mają dla mnie urok, jakiego nie jestem w stanie znaleźć nigdzie indziej. Nie tylko utwierdzają mnie w miłości do książek, ale również w tym, że bycie inteligentnym człowiekiem nadal przedstawia sobą jakąś wartość. Polecam czytać Jeżycjadę, wszystkim i zawsze, choć zdaję sobie sprawę, że im człowiek starszy tym trudniej mu zauważyć fenomen tej serii :)


M. Musierowicz, Szósta klepka, Wydawnictwo Akapit Press, Łódź, s.188.

16 komentarzy:

  1. Wiem, o czym piszesz, ponieważ w stu procentach podzielam Twą miłość do Jeżycjady. Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę się tylko podpisać pod Twoim wpisem! No, z małą korektą ;) U mnie się zaczęło od "Kłamczuchy", ale też później byłam zaskoczona zmianą otoczenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie "Kłamczucha" była druga z kolei, a później "Pulpecja" i "Noelka" :) Całą serię, poczynając od "Szóstej klepki" zaczęłam czytać, gdy tamte cztery znałam już niemal na pamięć :P

      Usuń
    2. Przyznam szczerze, że dalej za bardzo nie pamiętam :) ale pamiętam jak wyczekiwałam nowiutkiej "Pulpecji" w roku jej premiery, to samo było z "Noelką". I jak się ucieszyłam ze wznowienia "Małomównego i rodziny"! :) Generalnie każdą chyba znałam na pamięć biorą się za kolejne części :) Dlatego zawsze powtarzam, że o moją edukację zadbała Musierowicz :)

      Usuń
    3. Wstyd się przyznać, ale ja "Małomównego i rodziny" jeszcze nie czytałam :/ Ciągle sobie powtarzam, że muszę kupić, książka ląduje w koszyku lub na liście, a później rezygnuję z niej na rzecz innych. Muszę się w końcu zmotywować i dokupić zarówno ją jak i brakujące mi "Frywolitki" 2 i 3! I tak, zgadzam się z Tobą, o moją edukację również zadbała Musierowicz :)

      Usuń
  3. Normalnie chyba tez wrócę do Jeżycjady:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, aż mnie natchnęło na przypomnienie sobie Jeżycjady! Pamiętam jak zaczytywałam się tą serią w podstawówce, a teraz chętnie powróciłabym do rodziny Borejków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że zarażam haha i dobrze!:)

      Usuń
  5. Jak na mój gust, to nie ma co sobie dawać spokoju z Borejkami - trzeba odwiedzać ich raz na jakiś czas i chłonąć mądrość tej fantastycznej rodziny :) Z chęcią wróciłabym do Jeżycjady i przeczytała od samego początku, ale cholera, nie mam na to czasu i bardzo nad tym ubolewam, bo uwielbiam, uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytam te książki jako przerywnik pomiędzy innymi, tymi wymagającymi większego skupienia i uwagi. Nic mnie tak nie relaksuje jak ta seria, dlatego zawsze czas na nie znajdę, choćby kilka stron przed snem :)

      Usuń
  6. Kocham te książki. Mam nawet wyzwanie z nimi u siebie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tez uwielbiam do nich wracać, wczoraj podczytywałam "Pulpecję", dziś "Nutrię" resztę książek rozwlekłam po domu - muszę szukać :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też często wracam do Jeżycjady, szkoda tylko, że wraz z biegiem czasu kolejne tomy pozbawione są swoich magicznych właściwości. Pamiętam, że zanim zaczęłam czytać, moja mama ( która uwielbia Opium w rosole ) czytała mi na głos fragmenty z Szóstej klepki i zaśmiewała się do łez z namalowanego Hitlera na jajkach wielkanocnych przez Bobcia, a ja nie widziałam w tym nic śmiesznego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wracam do tej serii już od lat. Najczęściej w okresie Bożego Narodzenia czytając "Noelkę" :) Moją pierwszą też był "Kwiat Kalafiora", przeczytany pewnie jakieś 33 lata temu !

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja po przeczytaniu "Opium w rosole" mam dość przygód z Panią Musierowicz.

    http://kolorowa-zakladka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam Cię za to, że przeczytałaś całą Jeżycjadę PO RAZ KOLEJNY. Ja od dobrych kilku lat nie mogę dokończyć tej serii, choć uwielbiam książki Musierowicz. :)
    Swoją przygodę z Borejkami i spółką zaczęłam w podstawówce. Przeczytałam parę książek i chciałam w końcu poznać całą serię. Dwa razy podchodziłam do tego, by przeczytać Jeżycjadę, ale dopiero teraz jestem bliżej finału - czytam ,,Język Trolli" i już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła się chwalić, że w końcu poznałam wszystkie książki, no prawie... bo ,,Wnuczka do orzechów" jeszcze nie miała swojej premiery. :)
    Nie dziwię się, że wracasz do pierwszych części, bo są niesamowite. Cała seria napisana jest bardzo dobrze, można szybko przyzwyczaić się do nowych bohaterów, ale mimo wszystko pierwsze części są najlepsze. To właśnie je czytałam kilka razy i w przyszłości będę wciskać je swoim dzieciom. ;D

    OdpowiedzUsuń