Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramaty. Pokaż wszystkie posty

2014-03-16

Niedokończona opowieść, czyli o tym jak czytałam "Zgubionych" Charlotte Rogan.

Co za okropna, okropna książka od której nie można się oderwać! Chyba nigdy jeszcze nie czytałam powieści, która w ten sposób by na mnie oddziaływała. Takiej, która z jednej strony niesamowicie pociaga a z drugiej sprawia, że w mojej głowie kiełkuje co rusz myśl, by to czytanie zakończyć jak najszybciej, by w tą opowieść nie brnąć głębiej, bo źle się to dla mnie skończy. Wymęczyła mnie ta książka emocjonalnie do tego stopnia, że pomimo, iż chciałam czytać dalej postanowiłam tego nie robić. Nie skończyłam i chyba się z tego powodu cieszę, zwłaszcza, że swoją przygodę ze "Zgubionymi" skończyłam w takim momencie, po przekroczeniu którego prawdopodobnie budziły by mnie w nocy koszmary...




Charlotte Rogan w swojej powieści "Zgubieni" tak jakby wyjęła z mojej głowy mój największy strach, napisała o nim książkę a później z satysfakcją kazała mi to czytać wiedząc, że nie będę mogła przestać. Dlaczego tak piszę? Jestem osobą, która panicznie boi się dużej wody, otwartych wodnych przestrzeni, oceanów, mórz, a moim największym koszmarem jest lot samolotem, który spada do oceanu lub wypłynięcie statkiem w morze, gdzie statek ten ulega jakiemuś wypadkowi i razem z innymi pasażerami jestem zdana niestety na łaskę i niełaskę sił natury. W moim przypadku natura nie musiałaby się długo męczyć. Wszystko to wynika głównie z faktu, iż nie umiem pływać i mogę topić się nawet w brodziku (ta część basenu dla maluchów, nie brodzik prysznicowy) czy wannie (obie rzeczy zresztą robiłam). Nie wiem zatem co podkusiło mnie do tego by za "Zgubionych" się zabierać?! Chyba po prostu naczytałam się za dużo pozytywnych recenzji i nie bacząc na nic postanowiłam zobaczyć 'z czym to się je'. Oj, nie dobrze.

Główną bohaterką a zarazem narratorką książki jest Grace Winter. Jest rok 1914, gdy ze świeżo poślubionym Henrym wypływa w poślubny rejs statkiem o nazwie Cesarzowa Aleksandra. Niestety, jak się okazuje, nowożeńcom nie było pisane "i żyli długo i szczęśliwie". Statek ulega tajemniczemu wypadkowi (tajemniczemu dla pasażerów, którzy nie znają przyczyny katastrofy) i ulega zatopieniu. Grace zostaje uratowana przez swojego męża, który całą swoją energię poświęca na to by umieścić ją w jednej z szalup ratunkowych, w której dla niego miejsca już brak. Oprócz Grace w tej jednej z łodzi 'ratunek' znajduje 38 innych osób, szybko jednak okazuje się, że ta jest przeciążona a pomoc w postaci innego przepływającego tym szlakiem statku nie nadchodzi tak szybko jak wszyscy tego oczekiwali. Mijające dni sprawiają, że szalupa staje się miejscem, w którym walka o życie nabiera całkiem nowego znaczenia a sama powieść staje się aż duszna od emocji, które targają tymczasowymi mieszkańcami tego okropnego miejsca. Każdy z rozbitków chce być tym, który przeżyje, każdy stara się wierzyć w ratunek, ale każdy również wie, że jego szanse na przeżycie wzrastają jedynie wtedy, gdy inna osoba tego życia zostanie pozbawiona. Dni bowiem mijają, jedzenie i woda pitna powoli się kończą, a przeciążona szalupa przy każdej niekorzystnej zmianie pogody nabiera coraz więcej wody. Co zatem robić? Jak zdecydować kto ma żyć, a kto nie? Jak uratować siebie, ale też nie stać się katem, który wyrzuca inną osobę za burtę? Powieść "Zgubieni" pełna jest tego typu pytań i rozważań, które przecież w końcu muszą znaleźć jakieś rozwiązanie, jakieś wyjście z sytuacji. Jakie? Tego Wam nie powiem, bo psychicznie nie byłam w stanie dotrwać do końca tej książki. Okazało się, że tego typu decyzje są tymi, których ja w życiu nie chciałabym podejmować i o których nawet nie umiem czytać bez zbyt dużej dawki nerwów i emocji, które sprawiają, że później trudno myśleć mi o czymś innym niż ta nieszczęsna książka!

Nie oczekujcie ode mnie zatem, że będę Wam ją polecać, ale też nie odradzam jej tym, którzy wiedzą, że na tego typu 'zabiegi' w książkach są odporni. Pomijajac bowiem jej temat, który po prostu mnie przerósł uważam, że powieść została napisana bardzo dobrze. Takie mocne czytadło. 


Ch. Rogan, Zgubieni, Wydawnictwo Znak, 2012, s.304.

2013-07-14

Trafiłam w dziesiątkę. "Trafny wybór" J.K. Rowling.

Ostatnio natknęłam się na ranking najczęściej niekończonych książek według serwisu społecznościowego Goodreads. Ku mojemu zdziwieniu na pierwszym miejscu tej jakże osobliwej listy znalazła się najnowsza książka J.K. Rowling "Trafny wybór". Okazało się, że użytkownicy tegoż serwisu sięgali po nią oczekując podświadomie kontynuacji Harry'ego Pottera lub powieści 'na jej kształt i podobieństwo'. I tutaj wbiło mnie w fotel. Zaczęłam się na dobre zastanawiać, czym tak naprawdę kieruje się większość osób wybierając książki do przeczytania? Czy oprócz tych szczerze zainteresowanych literaturą, tzw. masy nie sprawdzają nawet po jaką książkę sięgają? Nie czytają choćby pobieżnie i choćby najkrótszych recenzji? No bo jak wytłumaczyć to, że od książki Rowling, która wszem i wobec reklamowana jest jako powieść wyłącznie dla dorosłych, ktoś może oczekiwać czegoś podobnego do Pottera? Ilu z tych rozczarowanych czytelników kupiło książkę nie wiedząc co kupują? Ile osób kupiło tą książkę swoim dzieciom bo zwiodło ich nazwisko autorki??? A co najbardziej mnie denerwuje to fakt, iż tyle osób nie dało z tego powodu nawet porządnej szansy powieści, która koniec końców jest naprawdę bardzo dobra i warta przeczytania!




"Trafny wybór" nazywany jest przez wielu debiutem J.K. Rowling. Wszak pisanie dla dzieci i młodzieży nieco różni się od tworzenia dla czytelników dorosłych, bardziej rozpieszczonych literacko i też często więcej od autora wymagających (choć z drugiej strony czy nie mówi się, że to dzieci są największym krytykiem twórczości dorosłych, bo nie da ich się oszukać i wmówić im byle czego?). Jak by jednak na to nie patrzeć, przyznać muszę, że sama również potraktowałam tą powieść jak debiut (przynajmniej w pewnym sensie) i cieszę się, że autorka dotąd kojarząca mi się głównie z małym czarodziejem, z takim powodzeniem wyszła z tej szuflady, w której systematycznie co jakiś czas sama się zamykała. 

Wracając jednak do sedna sprawy. "Trafny wybór" to jedna z tych książek, na które nie lubię trafiać. Dlaczego? Zdaję sobie sprawę, że jest to niesamowicie głupie, ale jestem nieuleczalną wręcz idealistką i co by się nie działo ja wolę wierzyć w to, że świat i ludzie mnie otaczający są z gruntu dobrzy, uczciwi i kierujący się w swoim życiu zasadami, do których ja sama jestem przywiązana i które stanowią dla mnie normę i granicę, której nigdy nie przekroczę. Najnowsza powieść J.K. Rowling brutalnie sprowadziła mnie w tej kwestii na ziemię. 

"Trafny wybór" to niezwykle trafny obraz środowiska małomiasteczkowych społeczności i ich zarządców. Tutaj każdy zna niemal każdego, wszelkie sympatie i animozje pomiędzy poszczególnymi osobami są powszechnie znane, a plotka stanowi zarówno formę rozrywki jak i walki o wpływy. 
Właśnie w jednym z takich małych, zamkniętych na obce wpływy miasteczek, Pagford, dochodzi pewnego wieczoru do niespodziewanej śmierci. Umiera Barry Fairbrother, jeden z radnych zasiadających w radzie gminy, można by się ośmielić powiedzieć: przywódca jednej z dwóch skonfliktowanych ze sobą frakcji. To tragiczne wydarzenie jednych pogrąża w żałobie i strachu przed zmianami, które może oznaczać, a w drugich budzi atawistyczną wręcz chęć na odzyskanie władzy w gminie. Pagford staje się areną, na której walka pomiędzy wrogo nastawionymi do siebie obozami przybiera coraz to nowe, zaskakujące formy. Okazuje się bowiem, że nie tylko zwolennicy i przeciwnicy Barry'ego mają w niej coś do powiedzenia. Swój głos w sprawie zabierają m.in. zawiedzeni ich życiowymi postawami, nastoletni potomkowie tychże radnych i osób do ich grona aspirujących a także osoby osobiście zaangażowane w sprawę, która stanowi podstawę konfliktu. W miarę spokojne dotąd miasteczko pogrąża się w chaosie, który potęgują sekrety jeden za drugim wyłaniające się z kolejnych szaf. 

"Trafny wybór" to książka przygnębiająca. Autorka nie szczędzi swoim czytelnikom wglądu w życie rodzin patologicznych, w których znęcanie psychiczne i fizyczne a także narkotyki są na porządku dziennym, w których dzieci traktowane są jak przeszkoda, w których ambicje rodziców względem potomków stopniowo tychże wyniszczają. Powieść J.K. Rowling to także brutalny obraz dzisiejszych szkół i z pozoru prawidłowo funkcjonujących jednostek rodzinnych, w których zakłamanie, wzajemne niechęci, oskarżenia  i prześladowania w żaden sposób nie współgrają z obrazem, który z takim uporem przedstawiany jest innym członkom społeczeństwa. W powieści "Trafny wybór" nic nie jest proste ani ładne, nic i nikt nie jest czysty jak łza, każda sytuacja ma drugie dno i każda niemal osoba ma drugą twarz. Tym bardziej zadziwia mnie fakt, że czyta się ją tak wyśmienicie! Doświadczenie jakie zdobyła autorka opisując na łamach siedmiu tomów dzieje Harry'ego Pottera w "Trafnym wyborze" daje o sobie znać. Okazuje się bowiem, że Rowling ma niesamowitą zdolność do snucia wciągających historii (nawet tych trudnych), od których trudno się oderwać! Dodatkowo, wszystko to napisane językiem, który sprawia, że książkę wręcz się połyka! Nic mnie w tej powieści nie rozczarowało, co więcej okazała się ona lepsza od moich o niej wyobrażeń, a to jak wiadomo znaczy wiele. 

Pamiętam wywiad J.K. Rowling z Oprah Winfrey, w którym ta pierwsza mówiła o tym jak wielkie wymagania i oczekiwania pojawiły się wobec jej przyszłych książek po tym, gdy zakończyła pisać ostatni tom Harry'ego Pottera (wtedy jeszcze nie zaczęła pisać kolejnej książki), jak wielkie ciśnienie czuje, by swoich czytelników nie zawieść. Cieszy mnie, że tą powieścią nie rozczarowała ani swoich fanów, ani siebie:)


J.K. Rowling, Trafny wybór, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012, s.505.

2013-07-01

Anna Bolecka po raz trzeci. "Cadyk i dziewczyna".

"Cadyk i dziewczyna" to trzecia powieść Anny Boleckiej po którą sięgnęłam. Bardzo podoba mi się sposób w jaki pisze ta autorka, choć przyznaję, że po "Uwiedzionych" nie mogę trafić na kolejną jej książkę, która zrobiłaby na mnie aż takie wrażenie. Cała nadzieja w powieści "Biały kamień", która nie przez jedną osobę jest mi rekomendowana i którą z pewnością przeczytam w niedługim czasie. "Cadyk i dziewczyna" natomiast jest książką dobrą, ale w moim prywatnym rankingu raczej bliżej jej do "Concerto d'amore" niż do wspomnianych wcześniej  "Uwiedzionych".





W swojej najnowszej powieści Anna Bolecka porusza temat II Wojny Światowej i Holocaustu. Robi to w sposób z jakim do tej pory jeszcze się nie spotkałam. Nie ma tutaj bowiem epatowania czy chociażby detalicznego opisywania okrucieństwa, bólu, cierpienia czy nawet samego zła, które przecież nierozerwalnie wiążą się ze wspomnianymi tematami. W ich miejsce jest miłość, przyjaźń, poświęcenie, oddanie i walka o zachowanie godności do końca i człowieczeństwa w czasach, wydawałoby się, go pozbawionych.

"Cadyk i dziewczyna" to powieść, w której poznajemy dzieje niezwykłej przyjaźni pomiędzy zasymilowaną żydówką Polą Rubin a córką chasyda Muszką Chawą. Przed wojną zachowujące dystans połączony z ciekawością i wzajemnym niezrozumieniem, zbliżają się do siebie, gdy ta druga  z nich, zostaje z powodu swojej ciężkiej choroby i potrzeby ucieczki z Polski, pozostawiona przez swoją najbliższą rodzinę w szpitalu w Otwocku. To wtedy, odwiedzająca regularnie szpital Pola, staje się jej powiernikiem, informatorem i przyjaciółką gotową zrobić wszystko by ją uratować. Częste wizyty Poli w otwockim szpitalu nie są jednak powodowane chorobą Muszki, a miłością, która wybucha pomiędzy młodą dziewczyną a dojrzałym lekarzem, Żydem niemieckiego pochodzenia, Steinem. To to uczucie sprawia, że Pola, z niedojrzałej, niedoświadczonej, młodej dziewczyny zmienia się w mądrą, potrafiącą podejmować trudne, często dramatyczne decyzje, kobietę. Wbrew wszystkiemu, Stein nie traci czasu ani danej mu przez los szansy na to, by uświadomić Poli na czym polega godne życie i świadome jego przeżywanie do końca. To on, na spółkę z tajemniczym cadykiem, staje się przyczynkiem tego, że ta ukrywająca się po aryjskiej stronie młoda kobieta, podejmuje pewnego dnia bardzo odważne, ale również dramatyczne w swoich skutkach postanowienie...
Oczywiście "Cadyk i dziewczyna", tak jak zresztą każda czytana przeze mnie do tej pory książka Anny Boleckiej, nie składa się z dwóch tylko wątków. Osobnym jest historia wydostania się z wojennej Polski ojca Muszki Chawy, który wraz ze swoją najbliższą rodziną i współpracownikami stał się beneficjentem pomocy ze strony osób, których nigdy o takową by nie podejrzewał. 
Chyba jak w każdej książce tej autorki, tak i tu, znajdziemy również metafizyczne elementy fabuły. W "Cadyku i dziewczynie" taką rolę z pewnością pełni sam cadyk, czyli mąż sprawiedliwy, który w niewyjaśniony do końca sposób wkracza w życie Poli, po to by wytłumaczyć jej Boga i przygotować na przyjście końca. 

Anna Bolecka z pewnością ma dar pisania książek trudnych w bardzo prosty w odbiorze sposób. Nic tutaj nie jest przekombinowane, przegadane, a jednak czytelnik wie, że ma do czynienia z książką ambitną, choć przecież tak lekko podaną. Cieszy mnie też fakt, że to co brałam początkowo za zbyt wybujałą wyobraźnię autorki znalazło swoje potwierdzenie w rzeczywistych wydarzeniach i postaciach. 
Bardzo cenię sobie taki rodzaj pisarstwa i dlatego moja 'przygoda' a tą autorką chyba zawsze będzie miała tak zwany ciąg dalszy.


A. Bolecka, Cadyk i dziewczyna, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2012, s.270.

2013-06-20

Zyty Oryszyn "Ocalenie Atlantydy".

Odkąd dowiedziałam się o książce "Ocalenie Atlantydy" zastanawiałam się, dlaczego do tej pory nie słyszałam o Zycie Oryszyn, zwłaszcza, że pisano, iż jest to jej najnowsza powieść. Zachodziłam w głowę, gdzie zatem podziały się jej poprzednie książki, które jak czytałam przyniosły jej uznanie i pozycję autorki, na której powieści warto czekać. Odpowiedź na moje pytania i wątpliwości przyniosło mi "Ocalenie Atlantydy". Okazało się, że ta publikująca w latach siedemdziesiątych autorka, w pewnym momencie swojego życia zaczęła działać w opozycji, co automatycznie wiązało się z tym, że zaprzestała współpracy z oficjalnymi wydawnictwami i w zamian zaczęła co jakiś czas publikować w tzw. drugim obiegu. Jak widać okazało się to niewystarczające do tego, by nie zniknąć na lata całe ze świadomości czytelników. 




Powieść "Ocalenie Atlantydy" powstawała ponad 10 lat. Jak pisze autorka, jeden z jej rozdziałów ujrzał już wcześniej światło dzienne, wpierw został opublikowany jako opowiadanie a później dołączył do jej drugoobiegowych powieści. Przyznaję, że w ogóle mnie to nie dziwi, gdyż każdy, dosłownie każdy rozdział tej powieści mógłby z powodzeniem funkcjonować jako osobne opowiadanie. Najnowsza książka Oryszyn została bowiem skonstruowana w taki sposób, że kolejne jej rozdziały nie stanowią swojej bezpośredniej kontynuacji, ale są ze sobą luźno powiązane postaciami bohaterów (przesiedleńców z ziem wschodnich, którzy po wojnie trafiają do Leśnego Brzegu na terenie Dolnego Śląska, gdzie prawie wszyscy zamieszkują w jednej kamienicy). Taki zabieg sprawił, że w pewnej chwili miałam wątpliwości i do tej pory zresztą je mam, czy "Ocalenie Atlantydy" można nazwać powieścią w pełnym znaczeniu tego słowa. Niby tak, bo podjęty na początku wątek kontynuuje autorka do samego końca, ale z drugiej strony te rozdziały charakteryzujące się nie tylko częstymi zmianami bohaterów, ale również dużymi różnicami w czasie akcji powodują, że powieść zaczyna się odbierać jak zbiór opowiadań, co niekoniecznie jest złe. 

Czytając "Ocalenie Atlantydy" zrozumiałam dlaczego Zyta Oryszyn zeszła ze swoim pisarstwem do tzw. podziemia. Fabuła tej książki jest osadzona bardzo mocno w czasach, gdy  światopogląd decydował o czyimś być czy nie być, żyć czy nie żyć. Donosicielstwo, ukrywanie się pod fałszywymi nazwiskami, trudności w odnalezieniu się w nowej, nieswojej rzeczywistości, wszystko to było na porządku dziennym, wszystko to kreowało nowe pokolenie Polaków. Pierwsze rozdziały powieści, swoim klimatem i poruszonym tematem przywodziły mi na myśl "Różę" Smarzowskiego. Książka Oryszyn nie jest może aż tak wstrząsająca jak wspomniany film, ale z pewnością jest równie dramatyczna, poruszająca i jakaś taka szara (kolor dominujący z filmie "Róża"), choć nie brakuje w niej momentów , w których napięcie zgrabnie zostaje rozładowane czarnym humorem. 

Warto po "Ocalenie Atlantydy" sięgnąć. Warto poznać Zytę Oryszyn i jej pogląd na to, co stanowi naszą przeszłość. 


Z. Oryszyn, Ocalenie Atlantydy, Świat Książki, Warszawa 2012, s.269.

2012-10-23

"Przesłuchanie" - Ryszard Bugajski.

Przyznaję, że zaskoczyło mnie to, jak bardzo spodobała mi się ta krótka książka Ryszarda Bugajskiego. 
"Przesłuchanie", na podstawie której to powieści powstał w 1982 roku film - legenda, określany przez władze mianem "najbardziej antykomunistycznego filmu w historii PRL-u" to niezwykle realistyczny i poruszający 'dowód w sprawie' jaką z pewnością jest brutalna rzeczywistość Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, gdzie jak w "Procesie" Kawki można zostać aresztowanym bez podania powodu, można być zmuszanym do tego by zeznawać nie wiedząc jaki jest cel tych zeznań, można zostać zagonionym przez swoich 'katów' w 'kozi róg', z którego wyjściem jest albo przyznanie się do wyimaginowanej winy albo śmierć.




Jest rok 1951. Antonina Dziwisz (Tonia) jest młodą aktorką, która jeździ z zespołem artystycznym po kraju i swoją sztuką "niesie kaganek oświaty" ludziom żyjącym na wsiach i w PGR-ach. Jej życie toczy się w drodze, razem z mężem Kostkiem i grupą innych członków zespołu tworzą na tamten czas rodzinę. Kobieta wydaje się być nic nie znaczącą, zwłaszcza dla ówczesnych władz, postacią. I tutaj nagle okazuje się, że władza myśli o niej całkiem inaczej. Gdy w trakcie jednego z przedstawień Tonia schodzi ze sceny do garderoby, zastaje tam dwóch mężczyzn ubranych na czarno. Nie wzbudzają oni jej podejrzeń i kobieta najpierw wypija z nimi po kieliszku wódki a następnie udaje się do "Kameralnej" (z tekstu domyślam się, że to restauracja / pub / dancing). Tam tańczą, piją i zanim Tonia ma szansę zorientować się co się dzieje, siedzi razem z nimi w czarnym samochodzie, który nie wiezie ich jednak w stronę jej mieszkania... Kobieta trafia do więzienia. Początkowo przekonana o tym, że zaszła jakaś pomyłka, próbuje tą abstrakcyjną sytuację wyśmiać, jednak wraz z mijaniem kolejnych godzin i dni Tonia przekonuje się, że jej pobyt w więzieniu jest jak najbardziej celowy, a zeznania, których się od niej oczekuje mają podążać w jednym, bardzo określonym kierunku.  Władza ludowa "ma zawsze rację" i dlatego też przedstawiciele SB chcą przy użyciu niemal wszystkich dostępnych im 'środków' zmusić Antoninę do złożenia zeznań obciążających jej kolegę z zespołu, oskarżonego o szpiegostwo na rzecz imperialistycznego zachodu. Kobieta jest jednak nieugięta...

"Przesłuchanie" Ryszarda Bugajskiego to książka 'błyskawiczna', czyli z tych co to, gdy zaczniemy je czytać to za tzw. jednym podejściem jesteśmy w stanie ją całą pochłonąć. Napisana bardzo prostym językiem jest tym bardziej przejmująca, szokująca i realna, zwłaszcza dla nas 'młodych', którzy życia w czasach komunizmu tylko liznęli, dla których tego typu aresztowania i znęcanie się nad tzw. więźniami politycznymi kojarzą się tylko z wydarzeniami na Białorusi, w Korei Północnej czy innych nie Europejskich czy nie kapitalistycznych państwach. Dla nas właśnie, to, co spotkało Tonię jest niewyobrażalne, metody, które zastosowano by zmusić ją do mówienia są niezrozumiałe, sytuacja abstrakcyjna do tego stopnia, iż wydaje się być niemożliwą. Samo państwo, w którym wypaczona 'sprawiedliwość' jest wymierzana takim a nie innym osobom i w taki a nie inny sposób, wydaje się nie mieć racji bytu. Historia naszego kraju jest jednak taka a nie inna i czy tego chcemy czy nie, również z takimi 'demonami z przeszłości' przychodzi nam się czasami zmierzyć. Wracając jednak do samej książki, warto zaznaczyć, że jest ona również świetnym studium osoby znajdującej się nagle w skrajnych warunkach, która pomimo wszystko postanawia jednak się nie poddać oraz zawalczyć o siebie i swoją niezależność. 
Uważam, że zdecydowanie jest to jedna z tych publikacji, które nie tylko warto, ale które powinno się przeczytać. Ja już poluję na kontynuację "Przesłuchania", czyli "Pieprz i sól", która to książka skupia się na historii córki Antoniny Dziwisz, Małgorzaty. Nabrałam również ochoty na oglądnięcie sfilmowanego "Przesłuchania" z genialną podobno rolą Krystyny Jandy. 
Polecam.


R. Bugajski, Przesłuchanie, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2001, s.164.

2012-02-24

Uwiedziona ja, czyli "Uwiedzeni" Anny Boleckiej.

Wyobraźcie sobie taką sytuację: włączacie komputer, wchodzicie na stronę internetową "Polityki" i ponieważ macie za dużo książek, które chcecie przeczytać postanawiacie poszukać kolejnych, takich, które tutaj recenzenci dobrze oceniają i rekomendują, a o których wcześniej nie słyszeliście. Przemierzacie więc kolejne internetowe strony działu "Książki" i co jakiś czas wpadacie na tytuł i recenzję, które wołają: "Hola! Zaryzykuj mnie!". Ryzykujecie więc wiedzeni przeczuciem, że może coś dobrego Wam to ryzyko przyniesie. Kupujecie książkę i odkładacie ją na półkę. Zaglądacie do niej kilka razy, z czasem coraz częściej, podczytujecie niektóre słowa i zastanawiacie się czy warto było, czy ta książka naprawdę coś wartościowego w Wasze życie wniesie? Wszak te pojedyncze zdania i słowa nie wróżą nic nadzwyczajnego... Wreszcie nadchodzi ten dzień, kiedy stwierdzacie, że oto nadszedł czas by właśnie z tą a nie inną książką się zmierzyć. Otwieracie ją, zaczynacie czytać i.................wsiąkacie.


W 1938 roku Peter Mazurowsky jest już mężczyzną po czterdziestce. Ten Niemiec z polskimi korzeniami po pięciu latach nieobecności powrócił właśnie do Gdańska, by tutaj czekać na to co nieuniknione i by tutaj próbować z tym walczyć. Złu, które właśnie rozpoczyna swoje niepodzielne rządy, może przeciwstawić się jedynie miłością "słabą, kruchą, zawieszoną między niebem a ziemią."

Jest rok 1909. Peter od kilku miesięcy przebywa w Wiedniu, gdzie mieszkając w schronisku dla bezdomnych mężczyzn wciąż marzy o lepszej przyszłości i karierze, która przecież była powodem do ucieczki z domu rodzinnego. Peter chce zostać lekarzem, choć coraz rzadziej jego działania zmierzają w kierunku realizacji tego zamierzenia. Młody mężczyzna coraz częściej błąka się bowiem po mieście szukając co jakiś czas nowego płatnego zajęcia, wolne chwile spędzając natomiast w objęciach kobiet lekkich obyczajów, które nierzadko wciąż nabierają się jeszcze na tą resztkę dumy, która w nim została. W schronisku mężczyzna spędza noce i poranki podczas których z ciekawością obserwuje swoich współuczestników niedoli. Podczas jednego z takich pośpiesznych ranków Peter poznaje Aloisa Trappa. Ten małomówny, gburowaty, ale pewny siebie mężczyzna nie tylko zwraca jego uwagę i ciekawość, ale również wzbudza litość, która powoduje w nim potrzebę pomocy temu zagubionemu, nędznemu mężczyźnie. Po jakimś czasie pomiędzy Peterem i Aloisem rodzi się coś na kształt zaufania i porozumienia. Wtedy do właśnie Trapp zaczyna się otwierać i mówić. Z milczącego ponuraka zmienia się w nieznoszącego sprzeciwu mówcę, który posiada swoją wizję przyszłego świata i który nigdy od tej wizji nie odstąpi. Peter powoli zaczyna zauważać w swoim towarzyszu stronę jego osobowości, która go przeraża, ale która zdolna jest do tego by podporządkowywać sobie tłumy... Kiedy tylko nadarza się okazja Peter postanawia raz na zawsze zerwać kontakty z Aloisem i wyrusza do Monachium. Gdy kilka lat później mężczyźni spotykają się na polu walki I Wojny Światowej Peter ratuje życie Aloisowi, a później obserwuje to z jaką zawziętością i nieustępliwością Trapp głosi przyszły, szybki powrót wspaniałych Niemiec. To on będzie ich wybawicielem.

Alois Trapp jest tylko jedną z czterech niezwykłych osób, które na przestrzeni lat stają na drodze życiowej Petera Mazurowsky'ego. Wraz bowiem z tym jak Peter staje się świadkiem i aktywnym uczestnikiem najważniejszych wydarzeń pierwszej połowy XX wieku, poznaje on kolejno Aloisa Trappa, mieszkankę Gdańska - morfinistkę Łucję, niemiecką stygmatyczkę Hedwig Bauer oraz homoseksualnego nazistę Ericha Vogela. Każda z tych osób to uwiedzeni swoją wizją świata marzyciele, którzy nie godzą się na teraźniejszość i którzy odmawiają rzeczywistości takiej jaka jest prawa do istnienia. Chcą zmian i świata, który będzie funkcjonował według ich urojeń, według ich zasad. Niestety tego typu zapędy rzadko przynoszą coś dobrego, rzadko skłaniają się ku dobru...

"Uwiedzeni" Anny Boleckiej to zdecydowanie książka niezwykła, która porywa swoją treścią, jednocześnie odrzucając od siebie czytelnika poprzez pokazanie zła w pełnej postaci. Autorce w tej książce udało się moim zdaniem coś bardzo trudnego, jak bowiem pisać o sensie dobra, miłości i zgody na to co jest przy użyciu zła, ciemności i bólu? Ona tego dokonała, dając tym samym czytelnikowi do rąk książkę, obok której nie przejdzie obojętnie i która czy tego chce czy nie, zmusi go do myślenia nad otaczającym go światem oraz istnieniem dobra i zła, które każdy z nas w sobie ma. Kwestia co wybierzemy? 

A. Bolecka, Uwiedzeni, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2009, s.349.

2012-01-29

Stefan Chwin - "Esther".

"Esther" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Stefana Chwina. Ciekawa byłam tego autora i cieszę się, że swoją z nim przygodę zaczęłam akurat od tej powieści. Pozwoliła mi ona bowiem na to, by się jego pisarstwem rozkoszować, a w konsekwencji by zechcieć więcej. Chwin pisze jak nikt inny (przynajmniej w moim odczuciu), obdarowując swoich czytelników niezliczoną ilością detali, pokrętnością fabuły, skomplikowanymi sylwetkami bohaterów oraz tajemnicą, którą w tym wypadku jest tytułowa Esther. 

Po przeczytaniu pierwszych 50-ciu stron tej powieści, wiedziałam, że Chwin jest autorem, do którego z pewnością wrócę. Pomimo mojego ostatniego zastoju czytelniczego, objawiającego się zwolnionym tempem pochłaniania książek i spędzaniem swojego wolnego czasu raczej na oglądaniu filmów niż czytaniu, byłam w stanie do tego stopnia poczuć przyjemność z obcowania z tą powieścią, by przeczytać ją w miarę krótkim czasie:)




Tytułowa Esther to tajemnicza, młoda, piękna kobieta, która pewnego dnia zjawia się w mieszkaniu i życiu zamożnej rodziny Ciesielskich. Od momentu pojawienia się w Warszawie ta ciemnowłosa piękność o greckim profilu wprowadza zamęt w życie swoich pracodawców i opiekunów, przy tym również nie pozostawiając innych mieszkańców dzielnicy obojętnymi na swoją osobę. Gdy Esther zapada na dziwną chorobę, w jej najbliższym otoczeniu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, m.in. cud w kościele św. Barbary, zamach  na świętą figurę Panny z Kalwarii, niezliczone wizyty lekarzy oraz szarlatanów (z których jednym najprawdopodobniej jest Rasputin), pogrom żyjących na obrzeżach miasta Cyganów oraz szantaż rodziny Ciesielskich przez tajemniczego, nieznajomego mężczyznę. Wszystko to otoczone aurą tajemniczości i rozmyślaniami nad tematem sił nadprzyrodzonych, Boga...

Zarówno żyjąca na początku XXw. w Warshau rodzina Ciesielskich, jak i czytelnik powieści nigdy do końca nie odkryją kim tak naprawdę była Esther. Z jednej strony radosna, pełna światła i wigoru kobieta, w czasie choroby wydaje się opętana i całkowicie poddana biegowi wydarzeń, nie mająca jakiejkolwiek siły by walczyć o życie. Przez całą powieść, jej narrator, Aleksander Ciesielski próbuje dowiedzieć się czegoś więcej o Ester, kobiecie której nigdy dokładnie nie pozna, ale która na zawsze pozostanie w jego pamięci. Jedynymi śladami, które w jakiś sposób mogłyby go doprowadzić do zagadki jej pochodzenia i wcześniejszego życia są nieliczne listy, które w czasie jej choroby Aleksander odbiera z poczty. Listy, które jego zdaniem wpędziły ją w chorobę, a może to był ich brak?... Żydówka? Gdańszczanka? Studentka Nitzschego? Nic nie wydaje się pewne. Jedyną pewnością jest to, że po swoim odejściu z życia rodziny Celińskich, Esther zostawiła swój ślad w każdym jej członku: swoim młodym podopiecznym Andrzeju, jego bracie Aleksandrze, ich rodzicach, ale również wszystkich innych, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczyli w jej warszawskim życiu. Esther to synonim niespełnienia, niewiadomej, tajemnicy. Czytelnik nigdy nie pozna tej kobiety. Co jednak ciekawe, również pozostali bohaterowie powieści otoczeni są do samego końca aurą tajemniczości, nie znamy ich myśli, ich przeszłości, ich prawdziwych zamiarów (przypadek radcy Mehlersa).

Dziwna jest to powieść. Dziwna, ale porywająca i niesamowicie zachęcająca do dalszego poszerzania swojej znajomości z twórczością Stefana Chwina. We wszystkich swoich opisach sytuacji, osób, miejsc Chwin jest niezwykle wprost dokładny, detaliczny. Na pewno do niego wrócę:)


S. Chwin, Esther, Wydawnictwo Tytuł, Gdańsk, s.347.

2011-11-07

Jestem na tak, jestem na nie... "Panna Nikt" Tomka Tryzny.

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nigdy nie miałam ochoty przeczytać "Panny Nikt". Pamiętam jak natknęłam się w telewizji na film w reżyserii Andrzeja Wajdy nakręcony na podstawie tej książki. Już po kilku minutach wiedziałam, że to nie moja bajka, że film jest dla mnie dziwnie straszny i odpychający. A jednak stało się... Kilka miesięcy temu będąc w księgarni natknęłam się właśnie na wspomniany tytuł i sama nie wiem jak i kiedy, stałam z nim przy ladzie i płaciłam za niego pani sprzedawczyni. Książka pojawiła się na mojej półce i co jakiś czas przyciągała swoją okładką mój wzrok. Zdecydowałam więc: oto przyszła pora na to by ją przeczytać!




Marysię Kawczak poznajemy w najważniejszym momencie jej życia. Piętnastolatka nie tylko bowiem staje się kobietą (dostaje pierwszej miesiączki), ale również razem z rodzicami przeprowadza się do Wałbrzycha i trafia do nowej szkoły. Nieśmiała, skromna dziewczyna musi znaleźć się w nowym społeczeństwie szkolnym, gdzie królują wartości do których ona nie jest przyzwyczajona, których nie zna. Tutaj o pozycji w klasie decyduje strój, stopień bezczelności wobec nauczycieli oraz ilość zapatrzonych w ciebie koleżanek. Już pierwszego dnia Marysia przekonuje się, że umiejętności, które przyswoiła sobie w poprzedniej szkoły, w poprzednim życiu nie mają tutaj żadnego znaczenia. Brutalnie zostaje sprowadzona na ziemię...

W nowej klasie, wyśmiewana Marysia poznaje Kasię Bogdańską. Ta pewna siebie, zbuntowana i bezczelna dziewczyna stopniowo staje się nie tylko przyjaciółką, ale również idolką zahukanej Marysi. Uzdolniona artystycznie, tworząca muzykę Kasia ma ogromny wpływ na swoją przyjaciółkę. Marysia, która na początku walczyła z poglądami tej szalonej dziewczyny, powoli zaczyna przejmować dla siebie jej sposób zachowania i niektóre wartości: oddala się od rodziców, zaczyna kłamać i robić rzeczy, które dla niej samej są przekroczeniem jakichś społecznie przyjętych zasad i granic. 
Przyjaźń pomiędzy nimi zostaje jednak zachwiana. Kasia bowiem, targana emocjami, wpadająca w swoich zachowaniach ze skrajności w skrajność, w dodatku przyznająca się do istnienia drugiej 'osoby' wewnątrz siebie, oddala się od Marysi. Ta natomiast, początkowo tęskniąca za przyjaciółką, zostaje 'przejęta' praktycznie na własność przez Ewę Bogdaj. 
Ewa pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny. Adorowana w klasie przez wszystkie koleżanki, jest rozpieszczona, przyzwyczajona do luksusów, a także doświadczona w sferze cielesnych przyjemności. Po Kasi, to właśnie Ewa staje się kolejną nauczycielką Marysi. Ta nieśmiała kiedyś dziewczyna pod wpływem nowej przyjaciółki staje się odważna, interesowna i pozbawiona skrupułów. Po raz kolejny Marysia czuje, że znalazła przyjaciółkę na śmierć i życie. Do czasu...

Choćbym bardzo, bardzo chciała nie potrafię skrystalizować swojej opinii na temat tej książki!  Czuję w swojej głowie 'wielkie podzielenie' i za nic nie potrafię się zdecydować to której grupy czytelników tej książki chcę się zaliczać! Dlaczego?

"Panna Nikt" to książka, o której Czesław Miłosz pisał, iż jest to pierwsza polska powieść postmodernistyczna, a krytycy literaccy albo podzielali jego zdanie, albo byli w tej kwestii na odmiennym biegunie. Ja jestem na obu!
Z jednej strony wydaje mi się, że widzę wielkość tej powieści choć chyba głównie dlatego, iż nigdy wcześniej nie spotkałam się z tego typu książką, z drugiej jednak jakaś infantylność z niej biła. Przynajmniej takie jest moje odczucie. 
Książka Tomka Tryzny to powieść, której narratorką jest sama Marysia Kawczak, 15-latka, która w powieści Tomka Tryzny posługuje się językiem bardzo dobrze wychowanej, niewinnej 10-letniej dziewczynki?! Zastanawiałam się czytając jej słowa, czy tego typu dzieci jeszcze istnieją? I doszłam do wniosku, że może tak, ale tylko gdzieś daleko od cywilizacji, zamknięte pod kloszem nadopiekuńczych rodziców... I tutaj już w pewnym sensie poległa dla mnie ta powieść, bo brak jej uniwersalizmu i realności. Choć z drugiej strony czy nie na tym polega właśnie postmodernizm w literaturze??? Oczywiście z czasem narracja głównej bohaterki, tak jak i ona sama ulegają zmianie. Drastycznej i takiej z której bije cała prawda o nastolatkach. Przychodzą bowiem w życiu każdego młodego człowieka takie chwile, gdy naszymi autorytetami, miłościami czy idolami stają się równolatkowie, którzy mogą więcej, mają więcej, umieją więcej i tylko od siły naszego charakteru zależy to, w jaki sposób oni się z nami obejdą oraz to co my z tych znajomości wyniesiemy. Marysia wyniosła z obu przyjaźni zło i gorzką prawdę o świecie... 

"Panna Nikt" to powieść o nastolatkach, złu, namiętnościach, nienawiści i całkowitym oddaniu się władzy drugiej osoby. Jak dla mnie to za wiele. Książkę połykałam strona po stronie, ale z jakimś niezidentyfikowanym niesmakiem. Ciekawiła mnie historia Marysi, ale przerażał mnie i obrzydzał klimat tej powieści. Schizofrenia wisząca w powietrzu i demony przelatujące pomiędzy zdaniami sprawiały, że zamykałam tę książkę z ulgą i niezrozumieniem. Choć przecież ją zrozumiałam! Wiem jakie jest jej przesłanie, wiem co autor chciał za jej sprawą pokazać, a jednak. Chyba po prostu "Panna Nikt" to nie moja bajka.


T. Tryzna, Panna Nikt, Wydawnictwo Czarna Owca, 2010, s.468.

2011-01-06

Eric-Emmanuel Schmitt o "Małych zbrodniach małżeńskich".

Szczerze mówiąc, wcześniej czytałam tylko jedną książkę Schmitta, a mianowicie "Oskar i Pani Róża". Zawsze natomiast miałam ochotę na więcej i tak się złożyło, że w okresie świątecznym "dorobiłam się" trzech książek jego autorstwa:) "Małe zbrodnie małżeńskie" są pierwszą po którą sięgnęłam, a to ze względu na tytuł, który mnie zaintrygował. Sama jestem od prawie dwóch lat żoną i "zbrodnie" niesłychanie mnie zaciekawiły.




Ta krótka książeczka licząca 97 stron w zaskakujący i wciągający sposób opowiada historię 15-letniego małżeństwa. Napisane w formie dramatu studium związku Lisy i Gillesa skupia się na jednym zdarzeniu, które niespodziewanie dotknęło oboje małżonków i które stało się dla nich nie tylko terapią szokową, ale również punktem zwrotnym w ich myśleniu o sobie i swoim małżeństwie...

"Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą". To cytat z książki napisanej przez Gillesa: "Małe zbrodnie małżeńskie". Książki znienawidzonej przez Lisę. Dlaczego? Bo jest to książka niezwykle pesymistycznie opisująca losy małżeństw, które niuchronnie podążają ku rozpadowi. Książka Gillesa zakłada, że każde małżeństwo dochodzi do momentu w którym jedno z współmałżonków staje się "mordercą".

Jeśli chodzi o Lisę i Gillesa, to ten ostatni budzi się pewnego dnia w szpitalu. Jest po wypadku i nie pamięta kim jest ani w jaki sposób trafił do szpitala... Lisa pojawia się w szpitalu i sprowadza chorującego na amnezję męża do domu, w którym próbuje pomóc mu przywrócić pamięć i odzyskać dawne życie... ale czy napewno? Czy te małe małżeńskie zbrodnie, opisywane przez Gillesa w jego ksiązce, nie zagościły również pod ich dachem???

"Małe zbrodnie małżeńskie" E.-E. Schmitta, to nieustający dialog dwojga ludzi, którzy pobrali się z miłości, przeżyli ze sobą 15 lat i w pewnym momencie zatrzymali się na rozdrożu... Ta książeczka to próba odpowiedzi na pytanie o naturę miłości, o to jak się ona zmienia i ile potrafi przetrzymać. 
Dla mnie ta książeczka to również jeden z takich drogowskazów, mówiących "Miej się na baczności, nie zaniedbuj, nie zapominaj"!

E.-E. Schmitt, Małe zbrodnie małżeńskie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2005, s.97.