2011-01-08

W "Uroczysku" Magdaleny Kordel.

I mamy kolejną książkę poruszającą temat zdradzającego męża, rozpadu małżeństwa, pozostawionej na pastwę losu żony i miejsca, które przynosi zrozpaczonej rozwódce ukojenie, spokój i miłość... "Uroczysko" to typowy przykład polskiej literatury kobiecej, która ostatnimi czasy powzięła sobie za zadanie podnosić na duchu kobiety poturbowane życiowo. Jak sobie z tematem poradziła Magdalena Kordel? Pomimo, że czuję już przesyt tego typu książkami, mogę powiedzieć, że całkiem nieźle.




Główna bohetarka książki, Maja, po kilkunastu latach małżeństwa dowiaduje się od męża, że ten jednak znalazł sobie inną kobietę swojego życia, że odchodzi od niej i że pragnie rozwodu. Jakby tego było mało po kilku dniach mąż wraca, żeby doinformować ją o kredycie, który wziął bez jej zgody, o bankructwie jego firmy oraz o komorniku, który lada dzień ma zjawić się w jej domu i dać jej do zrozumienia, że ma się wynieść z niego razem z córką. Gdzie? No właśnie. Załamana kobieta najpierw przenosi się do rodziców, skąd postanawia wyjechać na jakiś czas do domu w Sudetach, który jej rodzice odziedziczyli po ciotce a którego do tej pory nie widziała na oczy. Głównym założeniem Maji jest spędzenie tam czasu na samotnym piciu i użalaniu się nad sobą. Nawet to nie okazuje się jednak takie proste, bo chcąc nie chcąc, Maja już pierwszego wieczoru poznaje dwie tubylczynie, których zadaniem powierzonym im przez matkę Maji jest obserwacja i opieka nad zrozpaczoną kobietą... Pomimo, że poznane kobiety: Łucja i Anna są pomocne w piciu, powodują one również powolne zmiany w życiu Maji. W ciągu kilku dni od spotkania z nimi Maja kupuje psa, poznaje "podobno weterynarza", starą zielarkę i dowiaduje się od Łucji o posadzie nauczycielki polskiego w pobliskiej szkole, o którą postanawia się postarać... 
Zazhwycona swoim nowym planem na życie, Maja wraca do Warszawy, by nie tylko podjąć stosowne kroki prawne przeciwko swojemu mężowi, ale by również powiadomić nieczego niespodziewającą się rodzinę o swoich planach. Po początkowych nieprzychylnych opiniach na ten temat, Maja wraca do Malowniczego w Sudetach, zabierając ze sobą córkę Marysię i przyjaciółkę Jagodę... Zaczynają nowe i jak się okazuje lepsze życie, pomimo widma męża Igora, który nie chce dać o sobie zapomnieć.

Tak to w skrócie przedstawia się "Uroczysko". 
Książka nie powaliła mnie ani nowymi pomysłami na fabułę, ani zaskakującymi zdarzeniami i zwrotami akcji. Była raczej bardzo przewidywalna i "powtarzalna", ale za to nie pozbawiona humoru, co jest niewątpliwie jej atutem. Pomimo, że wydawało mi się, że te wszystkie postacie w niej występujące już gdzieś spotkałam i poznałam, czytało się ja bardzo przyjemnie i szybko. Nic więcej nie mogę jej zarzucić, ani za nic więcej nie mogę jej pochwalić. Ot, kolejny "Dom nad rozlewiskiem" (która to książka, nawiasem mówiąc, jest moją ulubioną przedstawicielką gatunku:)) i "Nigdy w życiu!". Na poprawę humoru i te szaro-bure dni za oknem polecam!

Aha, jestem chyba już kolejną osobą, która apeluje do Wydawnictwa o zmianę okładki, która jest odstraszająca i zalatująca jak dla mnie okładkami romansów z lat 90'tych... 


M. Kordel, Uroczysko, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2010, s.255.

2011-01-06

Eric-Emmanuel Schmitt o "Małych zbrodniach małżeńskich".

Szczerze mówiąc, wcześniej czytałam tylko jedną książkę Schmitta, a mianowicie "Oskar i Pani Róża". Zawsze natomiast miałam ochotę na więcej i tak się złożyło, że w okresie świątecznym "dorobiłam się" trzech książek jego autorstwa:) "Małe zbrodnie małżeńskie" są pierwszą po którą sięgnęłam, a to ze względu na tytuł, który mnie zaintrygował. Sama jestem od prawie dwóch lat żoną i "zbrodnie" niesłychanie mnie zaciekawiły.




Ta krótka książeczka licząca 97 stron w zaskakujący i wciągający sposób opowiada historię 15-letniego małżeństwa. Napisane w formie dramatu studium związku Lisy i Gillesa skupia się na jednym zdarzeniu, które niespodziewanie dotknęło oboje małżonków i które stało się dla nich nie tylko terapią szokową, ale również punktem zwrotnym w ich myśleniu o sobie i swoim małżeństwie...

"Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą". To cytat z książki napisanej przez Gillesa: "Małe zbrodnie małżeńskie". Książki znienawidzonej przez Lisę. Dlaczego? Bo jest to książka niezwykle pesymistycznie opisująca losy małżeństw, które niuchronnie podążają ku rozpadowi. Książka Gillesa zakłada, że każde małżeństwo dochodzi do momentu w którym jedno z współmałżonków staje się "mordercą".

Jeśli chodzi o Lisę i Gillesa, to ten ostatni budzi się pewnego dnia w szpitalu. Jest po wypadku i nie pamięta kim jest ani w jaki sposób trafił do szpitala... Lisa pojawia się w szpitalu i sprowadza chorującego na amnezję męża do domu, w którym próbuje pomóc mu przywrócić pamięć i odzyskać dawne życie... ale czy napewno? Czy te małe małżeńskie zbrodnie, opisywane przez Gillesa w jego ksiązce, nie zagościły również pod ich dachem???

"Małe zbrodnie małżeńskie" E.-E. Schmitta, to nieustający dialog dwojga ludzi, którzy pobrali się z miłości, przeżyli ze sobą 15 lat i w pewnym momencie zatrzymali się na rozdrożu... Ta książeczka to próba odpowiedzi na pytanie o naturę miłości, o to jak się ona zmienia i ile potrafi przetrzymać. 
Dla mnie ta książeczka to również jeden z takich drogowskazów, mówiących "Miej się na baczności, nie zaniedbuj, nie zapominaj"!

E.-E. Schmitt, Małe zbrodnie małżeńskie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2005, s.97.

2011-01-03

Poświątecznie, noworocznie, stosikowo:)

Jestem. Wróciłam. Po dwóch intensywnych, cudnych tygodniach spędzonych w Polsce z najbliższymi, wczoraj wróciliśmy z mężem do Danii... Oczywiście nie obyło się bez wzruszeń związanych z wyjazdem, no ale cóż, takie jest teraz nasze życie. Ciekawe na jak długo? Mam tylko nadzieję, że zawsze będzie nam się udawało wyjeżdżać na Święta do Polski, bo jakoś nie wyobrażam sobie tych dni bez rodziny i przyjaciół, których tutaj jeszcze się nie dorobiliśmy...

Poza tym Święta i dni po nich następujące są najlepszą okazją by zostać obdarowanym lub obkupionym w książki. I tego roku nie było inaczej:) Z Polski przywiozłam ze sobą ponad 30 nowych książek, co wprawia mnie w taki zachwyt, że brak mi słów!!! I oczywiście teraz mam problem: od której książki zacząć?!:D




Piękne stosiki, prawda?

Pierwsze zdjęcie to mój stosik prezentowy, który przedstawia się następująco (od dołu):
1. "Listy na wyczerpanym papierze" A. Osieckiej i J. Przybory -  książka na którą miałam ochotę od momentu, gdy o niej usłyszałam. Cudowny prezent:)
2. "Złodziejka książek" M. Zusak - wyczekana i wymarzona, bo to nie dość, że o książkach to i o Holocauście... Kupiona za prezentowy kupon na zakupy do Empiku.
3. "Oskarżona: Wiera Gran" A. Tuszyńska - usłyszałam o niej pierwszy raz, chyba w "Dzień Dobry TVN" i tak jakoś od razu wiedziałam, że nie tylko ja przeczytam, ale że na pewno będę ją miała w swojej biblioteczce. Również kuponowo-Empikowa:)
4. "Chochoły" W. Szostak - ochota na nią przyszła mi po recenzji na polityka.pl. Kuponowo-Empikowa.
5-11. "Harry Potter" J. K. Rowling - prezent od mamusi, która wiedziała, że choruję na całą kolekcję, zwłaszcza, że kilka lat temu przeczytałam tylko 4 pierwsze części, a później na kolejne nie było okazji. Teraz jest!:)))
12. "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie" M. Gutowska-Adamczyk - bo tak jak wiele innych blogowiczek, uzależniłam się od cukru przy czytaniu pierwszej części:P
13. "Pamiętnik" N. Sparks - otrzymana w prezencie. Jedyna książka Sparksa, którą naprawdę mam ochotę przeczytać, a to ze względu na film, który oglądałam.
14. "Fausta" K. Kofta - kupiona w Empiku za Świąteczny kupon, bo wydaje mi się ciekawa:)
15. "Moje życie z Mozartem" E.-E. Schmitt - prezent gwiazdkowy od siostry.
16. "Moje Ewangelie" E.-E. Schmitt - również od siostry, która wie co lubię:D
17. "Uroczysko" M. Kordel - kuponowo-Empikowa. Kupiona dlatego, że drugą część wygrałam w konkursie wydawnictwa Prószyński i S-ka.



Zdjęcie drugie przedstawia mój stosik wymianowo-wygraniowo-podarunkowo-zakupowy (od dołu):
1. "Warto być przyzwoitym" W. Bartoszewski - książka podarunek od Niebieskiej, której dziękuję jeszcze raz!!!:)
2. "Miasto cudów" E. Mendoza - odkupiona za pośrednictwem lubimyczytac.pl. Jeszcze nie czytałam nic tego autora, a po waszych recenzjach wychodzi na to, że powinnam.
3. "Dom ciszy" O. Pamuk - również odkupiona, również dzięki lubimyczytac.pl i również dlatego, że jeszcze nie czytałam powieści tego autora.
4. "Gra Anioła" C. Ruiz Zafón - po "Cieniu wiatru" wiedziałam, że skuszę się na następne jego powieści. Książka z wymiany na lubimyczytac.pl.
5. "Jak zmieniałam zdanie" Z. Smith - książka od Wydawnictwa Znak. Miałam na nią ochotę od momentu gdy usłyszałam, że ta młoda autorka może w przyszłości sięgnąć po literackiego Nobla. Eseje lubię, dlatego mam nadzieję, że mi się spodoba:)
6. "Dziewczyna w złotych majtkach" J. Marse - otrzymana od Wydawnictwa Znak. Zachęciła mnie do niej recenzja na polityka.pl.
7. "Bóg. Życie i twórczość" Sz. Hołownia - również od Wydawnictwa Znak. Po " Kościele dla średnio zaawansowanych" mam ochotę na więcej Szymona i tyle:P
8. "Kuźnia na rozdrożu" E. Siarkiewicz - książka z wymiany z Kaś z blogu http://achyochyzksiazka.blogspot.com/
9. "Wieczór" S. Minot - chyba jak większość z Was mam ją ze "Zwierciadła":P
10. "Dom tysiąca nocy" M. Wolny - wygrana w konkursie Prószyński i S-ka.
11. "Małe zbrodnie małżeńskie" E.-E. Schmitt - wymiankowa z lubimyczytac.pl.
12. "Sezon na cuda" M. Kordel - wygrana w konkursie Prószyński i S-ka - mój powód do zakupienia pierwszej części:)
13. "Pogarda" A. Moravia - drugi podarunek od Niebieskiej:)))

Oprócz tego obkupiłam się jeszcze w dwie książki, które nie zostały umieszczone na zdjęciach. A są to "Tygrys i Róża" i "Frywolitki" M. Musierowicz!:D

Pięknie prawda?!:) To się nazywa owocna podróż do Ojczyzny... W kwietniu, mam nadzieję wybiorę się na kolejne polowania po księgarniach i stronach internetowych w Polsce:D

Jeszcze jedno, podczas pobytu w Polsce moja obecność na blogach była tak minimalna, że nawet nie podziękowałam ani nie złożyłam nikomu życzeń Świątecznych i Noworocznych. Dlatego robię to teraz.
Kochani, życzę Wam wszystkiego co najlepsze w tym Nowym Roku, spełnienia najskrytszych marzeń i planów oraz czasu do czytania i weny do pisania!!! 

2010-12-11

"Imieniny" według Małgorzaty Musierowicz.

Moje kolejne spotkanie z Jeżycjadą Małgorzaty Musierowicz uważam za bardzo udane! W "Imieninach" wracamy z wizytą do Borejków, mojej ulubionej Jeżycjadowej rodziny. Tym razem główną bohaterką książki jest Róża Pyziakówna zwana Pyzą, czyli najstarsze dziecko Gabrysi Borejko.




Akcja powieści rozpoczyna się w momenice gdy w domu Borejków obchodzone są spóźnione imieniny mężczyzn Gabrysi Borejko, Grzegorza - męża i Ignacego Grzegorza - syna. Wieczorem w dniu imienin Pyza zostaje wysłana na spacer z młodszym bratem i gdy gubi go przypadkiem na placu, gdzie występuje Bernard z Anielą, z pomocą przychodzą jej bracia Lelujkowie. Śliczna dziewczyna, jaką jest Róża, we wszystkich trzech chłopcach wzbudza przyjazne uczucia i bracia zaczynają ze sobą konkurować o jej względy. Między innymi postanawiają, że każdy pójdzie z nią na randkę w dniu swoich imienin, które to imieniny następują dzień po dniu: Lucjusza, Adriana i Wiktora. W międzyczasie Gabrysia żyje w przeświadczeniu, że jej ukochana córka nie myśli o chłopakach i bardziej przejmuje się tym co dzieje się pomiędzy jej siostrą Natalią, która wróciła z rocznego pobytu na Cyprze, Robertem Rojkiem i Filipem. W momenci gdy odkrywa jakim powodzeniem cieszy się jej najstarsze dziecko, dowiaduje się również o uczuciach swojej młodszej córki Laury, względem niej, swojego ojca i siostry. Laura wchodzi w wiek dojrzewania z rozpędem, skrywanym żalem, zazdrością i innymi niedobrymi uczuciami i zachowaniami z którymi nie umie sobie poradzić. Przyzwyczajona do tego, że starsza siostra zawsze się jej podporządkowywała, nie potrafi sobie poradzić ze stratą swego autorytetu. Siostra natomiast przeżywa zmiany w swoim życiu, wyzwolona spod wpływu siostry, czerpie przyjemność ze spędzania czasu z nowymi przyjaciółmi i wreszcie w najmniej spodziewanym miejscu i w najmniej spodziewanej osobie, zakochuje się...

Bardzo, bardzo podobała mi się ta część. A to dlatego, że jest taka staro-Jeżycjadowa:) Ja po prostu uwielbiam to stare mieszkanie Borejków, tą kuchnię, zielony pokój i tych ludzi, którzy tam zamieszkują. Już chyba tak zostanie, że moje ulubione części Jeżycjady to te z Borejkami, a szczególnie z Gabrysią, Natalią i teraz Pyzą. Jakoś tak utożsamiam się z tymi trzema dziewczynami i czuję i wiem, że mam w sobie coś z każdej z nich: a to nieśmiałość, a to nieumiejętność mówienia nie i przewodzenia, a to nadwrażliwość i zbytnie przejmowanie się wszystkim. Jedyne co mnie rozczarowało to postać Laury, która mnie drażni trochę, choć w sumie mogłam się tego spodziewać po poprzednich częściach, w których już pokazała swój charakterek. W "Imieninach" przypomina mi trochę Idę Borejko, która też do moich ulubionych typów osobowości nie należy... No cóż, wady nie wady, ale książka świetna. Ciepła jak świeże bułeczki! Aaaa i jeszcze jedno. Uwielbiam małego Ignasia Grzegorza Strybę wdającego się w dziadka!:D


M. Musierowicz, Imieniny, Wydawnictwo Akapit Press, Łódź, s.208.

2010-12-06

Tajemniczy "Zapomniany ogród" Kate Morton.

Nie wiem jak pisać o tej książce, a to dlatego, że czasami jak coś mi się spodoba, a nawet bardzo spodoba brakuje mi słów by to opisać...

Zachęcona pozytywnymi opiniami o "Zapomnianym ogrodzie" już od jakiegoś czasu miałam jej zakup na uwadze. Wreszcie, nie za sprawą zakupu, ale wymiany książka trafiła w moje ręce. Zaczęłam moją tajemniczą podróż... Wiele wyobrażeń miałam na temat tej powieści i dlatego też wiele od niej oczekiwałam. Pomimo tego, że nie mogłam się wciagnąć w atmosferę książki przez kilkadziesiąt stron nie zawiodłam się na niej. Kate Morton w "Zapomnianym ogrodzie" stworzyła wciągający, momentami uzależniający świat, w którym nie tylko bohaterki książki, ale również my, czytelnicy z zapartym tchem i niecierpliwością próbujemy rozwikłać dręczącą nas tajemnicę. Razem z trzema głównymi bohaterkami wchodzimy do świata miłości, przyjaźni, zawiści, zazdrości, samotności i tęsknoty. 




"Zapomniany ogród" to opowieść o trzech kobietach i tajmnicy, która ich połączyła. Jedna tą tajemnicę wykreowała, druga była jej bohaterką i ofiarą, a trzecia podjęła się jej rozwiązania...

Pierwszą bohaterką książki jest Nell. Poznajemy ją w 1913 roku, kiedy jako kilkuletnia dziewczynka znajduje się sama na statku płynącym do Australii. Dziewczynka przyprowadzona na jego pokład przez Autorkę, ma cichutko siedzieć w ukryciu i czekać na powrót Pani. Autorka jednak nie wraca a dziewczynka, z urazem głowy ląduje na terenie Australii zupełnie sama. Porzucona i z zanikiem pamięci. Tam znajduje ją Hugh i zabiera do siebie do domu. Nell zostaje upragnioną córką jego i jego żony. W 1930 roku w tym właśnie domu, gdzie Nell trafiła 17 lat wcześniej odbywa się jej przyjęcie urodzinowe. Szczęśliwa dziewczyna, która czeka na swój nadchodzący ślub zostaje poproszona przez swojego kochającego ojca o rozmowę. Hugh uważa, że jego córka jest wystarczająco dorosła i powinna poznać prawdę o swoim pochodzeniu, a raczej o tej wielkiej niewiadomej, która za nim stoi...

W 2005 roku Nell umiera. W szpitalu przy jej boku jest tylko jedna osoba, Cassandra. Wnuczka wychowywana przez babkę towarzyszy jej również tutaj. Po śmierci babki Cassandra wraca do domu i do swoich obowiązków związanych ze sklapem z antykami, który należał do jej babki. Jak się jednak okazuje, jej dalsze życie nie będzie już takie proste i oczywiste, ponieważ Cassandrze została zapisana w testamencie chatka w Kornwalii. Chatka, która była własnością Nell i która została przekazana w posiadanie Cassandry ze słowami "Dla Cassandry, która zrozumie dlaczego." Ten spadek i te słowa rozpoczynają nowy etap w życiu Cassandry, która wyrusza w podróż do Anglii po to by zobaczyć odziedziczoną chatkę, ale też po to by, jak się później okazuje wyjaśnić tajemnicę pochodzenia swojej babki...

Trzecią bohaterką powieści jest Eliza Makepeace, autorka wydanych w niedużym nakładzie baśni dla dzieci. Eliza, po śmierci swojej matki i brata, trafia do dworu swojego wuja Linusa Mountracheta, jego żony Adelaine i ich córki Rose. Wyczekiwana przez wuja, ale od momentu wejścia do dworu odrzucona przez ciotkę, Eliza znajduje jednak na dworze przyjaciółkę. Jest nią kuzynka Rose. Dziewczynki stają się sobie bardzo bliskie, traktują się jak siostry i wierzą, że przyszłość należy do nich...

Każda z tych bohaterek żyje w innym czasie, ale jest coś co je łączy. Tajemnica. Tajemnica, która zmusza do poszukiwania nie tylko swoich korzeni, ale również swojej tożsamości. Tajemnica, która czekała prawie sto lat na swoje rozwiązanie. 
Ta tajemnica jest właśnie głównym motorem napędowym książki Kate Morton. Powieść obyczajowa, która opowiada o niezwykłej samotności, tęsknocie, bólu porzucenia, odrzucenia jest w tym samym momencie powieścią niemalże sensacyjną, w której próbujemy rozwiązać niezwykłą zagadkę. 
Taka nasuwa mi się myśl, że porównałabym tą książkę w pewnym stopniu do uwielbianej przez wielu (:)) książki "Cukiernia pod Amorem". Tak jak w tamtej książce, tak i tutaj mamy do czynienia z akcją która toczy się w wielu miejscach, w różnym czasie. Tak jak tam głównymi bohaterkami są kobiety. Tak jak tam teraźniejszość próbuje rozwiązać zagadkę przeszłości. Niezwykły to zbieg okoliczności, ale mam nadzieję, że przez to zachęcający. Drugą książką, do której podobieństwo na pewno sami odkryjecie jest "Tajemniczy ogród" Frances Hodgson Burnett. Jest ono bardzo oczywiste i celowe, gdyż w pewnym momencie autorka powieści sugeruje, że to właśnie ogród rodu Mountrachetów i jego dzieje były podstawą do napisania przez Burnett "Tajemniczego ogrodu"...

Jest jeszcze tyle innych wątków o których chciałabym wspomnieć, tyle innych smaczków, które na pewno zachęciłyby do sięgnięcia po tę książkę. Nie będę jednak o nich pisać, bo uważam, że powieść obroni się sama. Wystarczy, że tylko weźmiecie ją do ręki i przeniesiecie  się w czasoprzestrzeni do czasów Elizy, Nell i Cassandry. Polecam bardzo, bardzo, bardzo! A i żeby nie było tak cukierkowo, to muszę wspomnieć, że moim zdaniem  minusem powieści jest zbyt długo przeciągane zakończenie. Po prostu czytelnik jakieś kilkadziesiąt stron przed końcem zna już rozwiązanie tajemnicy, a autorka dalej jej nie ujawnia. Może to dlatego, że to również chodzi o Cassandrę i jej odkrycie prawdy, a ona przecież nie zna wszystkich wątków tak jak my i dojście do niej musi jej zająć trochę więcej czasu...:)

K. Morton, Zapomniany ogród, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2009, s.535.