Niektóre filmy mają tą zdolność poruszenia w człowieku jego najczulszych strun, obudzenia sumienia, otrząśnięcia z codzienności, uświadomienia potrzeby walki o każdy dobry wspólny dzień. I pomimo, że życie mamy dobre, jesteśmy szczęśliwi razem i z nadzieją patrzymy na przyszłość, która musi być jeszcze lepsza to taki film jak "Blue Valentine" jest dobrą odtrutką na zachwyt sobą samym. Kopniak do tego by być lepszym, bo miłość nie jest wcale oczywista.
Dean i Cindy spotykają się w nieoczekiwanych okolicznościach. Ona, marząca o medycznych studiach, szarpiąca się w swoim związku dziewczyna z nieszczęśliwego domu, on, chłopak bez liceum, z rozbitej rodziny, pracujący w firmie przeprowadzkowej. Zakochują się w sobie i pomimo początkowych trudności i niespodzianek jakie niesie ze sobą los pobierają się. Przyszłość jednak przynosi ze sobą rozczarowanie, znudzenie, trud, wątpliwości, pretensje i brak wiary w sens związku. Wszystko to świetnie zagrane przez Michelle Williams i Ryana Goslinga (mniam!). Sam film bardzo dobrze skonstruowany, otwiera się przed widzem jak książka, rozdział po rozdziale zaczynamy coraz lepiej rozumieć ten związek.
Polecam bardzo na letnie orzeźwienie i nabranie dystansu!:)