2012-06-30

Zabawnie, mądrze i lekko, czyli o tym jak można zakochać się w książce. "Kiedy Bóg był królikiem" Sarah Winman.

I fell in love with a book! Tak to w kilku słowach można określić mój stosunek do książki "Kiedy Bóg był królikiem". Nie oczekujcie zatem krytycznych uwag, zastrzeżeń czy tego, że będę odradzała Wam jej lekturę. Przygotujcie się raczej na mały hymn pochwalny, bo ta książka mnie porwała i uwiodła, bo okazała się nie tylko zabawna i lekka, ale również mądra i ciepła. Chcecie konkretniej? Mam dwa porównania, które w trakcie lektury nasunęły mi się na myśl. Pierwsze ucieszy miłośników "Smażonych zielonych pomidorów", bo "Kiedy Bóg był królikiem" jest pierwszą od bardzo dawna książką, której atmosferę przyrównałabym do tej w "Smażonych zielonych pomidorach". Okazuje się bowiem, że tak jak w tamtej powieści tak i w tej natychmiast po zapoznaniu się z bohaterami stajemy się ich fanami, zaczynamy im kibicować i marzymy o tym by zostali naszymi przyjaciółmi! Drugie porównanie jest trochę bardziej banalne, a dotyczy samej lekkości z jaką książka została napisana i tutaj przychodzi mi na myśl powieść Kathryn Stockett "Służące". Ten sam 'flow', ten sam rytm książki, to samo wrażenie jakie po sobie zostawia i również ta sama tęsknota za kolejnymi, nieistniejącymi rozdziałami, bo okazuje się, że 399 stron to w tym wypadku za mało!




"Kiedy Bóg był królikiem" to powieść, której główną bohaterką a zarazem jedyną narratorką jest Elly, właścicielka królika o imieniu Bóg. Elly poznajemy, gdy jest zaledwie kilkuletnią dziewczynką mieszkającą w  Wielkiej Brytanii lat 60'tych. Dziewczynka dorasta w normalnej, szczęśliwej rodzinie składającej się z mamy, taty, starszego brata Joe'go i samej Elly, aczkolwiek to rodzinne grono sukcesywnie powiększa się o nowych ekscentrycznych członków; ludzi, którzy przybywając na chwilę zostają w niej na zawsze. Świat Elly stanowią osoby należące do rodziny oraz przyjaciele.  Dziewczynka ma ich dwójkę, pierwszym jest jej ukochany starszy brat Joe bez którego Elly nie wyobraża sobie swojego życia, drugą taką osobą w jej życiu jest Jenny Penny, poznana w szkole osóbka o skomplikowanym, niełatwym życiorysie. Kiedy rodzice Elly postanawiają się przenieść razem z całą rodziną do nowego miejsca, w którym otworzą swój wymarzony pensjonat, Elly wie, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo. Dziewczynka musi zostawić za sobą swoją ukochaną przyjaciółkę, która wkrótce zmuszona zostanie do zerwania z nią całkowitego kontaktu, a jej życie potoczy się w nieprzewidywalnym, tragicznym kierunku. Joe natomiast w nowym miejscu będzie próbował pogodzić się z rozstaniem ze swoją pierwszą, wielką miłością... 

W drugiej części powieści Elly jest już dorosłą, aczkolwiek młodą kobietą stroniącą od poważnych związków z mężczyznami. Jej brat mieszka w Nowym Jorku, rodzice od lat prowadzą z sukcesem pensjonat oraz dom, w którym stałymi mieszkańcami są teraz również Arthur i Ginger i przez który regularnie przewija się ukochana siostra taty, Nancy. Elly prowadzi uporządkowane życie w ich towarzystwie, do momentu gdy po latach otrzymuje list od swojej dawnej przyjaciółki, a świat zaczyna być określany przez kolejne tragiczne zdarzenia, których apogeum przypada za zamachy 11 września 2011.

"Kiedy Bóg był królikiem" to naprawdę pięknie opowiedziana historia rodziny, którą łączą nierozerwalne więzi i przyjaźń niemożliwa do zastąpienia. To również opowieść o dorastaniu, bólu, cierpieniu, tragediach, o stracie, o powrotach, rodzinnych sekretach i miłościach w każdej możliwej formie. Niby zwyczajna, a jednak nie. To powieść, której nie można przegapić, zwłaszcza jeśli szukacie książki, która porwie Wasze serca i sprawi, że nie będziecie się chcieli od niej oderwać. Ta książka to czysta rozrywka, ale w najlepszej możliwej formie! Warto bardzo, bardzo warto!


S. Winman, Kiedy Bóg był królikiem, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2012, s.399.

2012-06-23

Waiting game, czyli wybieram się do kina.



Dlatego, że nie widziałam żadnej innej ekranizacji i nie czytałam książki. Zwyczajnie boję się wielkich rosyjskich pisarzy, bo co jeśli nie podołam?



Dlatego, że wszystkie wcześniejsze Bourne-y są jednymi z niewielu filmów sensacyjnych, do których wracam regularnie niczym maniaczka! Uwielbiam!!! Szkoda tylko, że tym razem bez Matta...



Dlatego, że bardzo cenię sobie Julie Delpy, a poza tym "2 Days in Paris" to jeden z moich ulubionych filmów:)

Go Will, go!

Moje i mojego męża filmowe gusta są raczej rozbieżne i przyznaję, że nie często sięgam po filmy, które mi poleca. Tym większą sprawia mi przyjemność odkrywanie, że dany film jest  naprawdę bardzo dobry, a mój mąż ogląda nie tylko superbohaterów i te jakże specyficzne amerykańskie komedie. 
Matt Damon to 'mój' aktor od czasu Bourne'a, poza tym lubię filmy w których mogę komuś kibicować. 
Świetny "Good Will Hunting"!



2012-06-21

Agnieszki Maciąg "Smak szczęścia czyli o dietach, modzie, medytacji i kąpieli w płatkach róż".

Agnieszkę Maciąg lubię 'od zawsze' i jeśli mam być szczera to nie wiem dlaczego akurat ją i dlaczego od tak dawna. Chyba po prostu jej osoba wzbudzała we mnie nie tylko sympatię, ale również jakiś podziw skierowany bardziej do niej jako człowieka niż jako modelki. Gdy kilka lat temu ta sympatyczna, piękna i mądra kobieta wydała książkę kucharską "Smak życia", kupiłam bez wahania. I nigdy tej decyzji nie żałowałam! Książka pięknie wydana, pięknie opowiedziana podarowała mi przepis na najlepszą zupę pomidorową na świecie (! słowa szwagierki nie moje, choć jak najbardziej się z nimi zgadzam), ale również pozwoliła mi trochę inaczej spojrzeć na jedzenie i choć niektórych rzeczy, o których wtedy, w tamtej książce wspominała autorka ciągle się jeszcze uczę, to gdy tylko pojawiła się zapowiedź wydania "Smaku szczęścia" wiedziałam, że tą książkę również kupię i kształcić się będę dalej!




Tym razem w ręce czytelnika trafia nie książka kucharska, ale kompleksowy poradnik poruszający m.in. tematy takie jak dieta, joga, walka ze stresem, moda, dom, pielęgnacja ciała itp. Agnieszka czerpie ze swojego życia i swoich doświadczeń i szczerze opisuje to jak ona postrzega dane dziedziny życia, jak sobie z nimi radzi, do jakich wniosków na ich temat metodą prób i błędów doszła. Przyznaję, że mi bardzo odpowiada sposób w jaki pisze ona np. o diecie. Sama co jakiś czas dochodzę do wniosku, że "pora się odchudzić" i choć nigdy nie stosowałam żadnych drastycznych metod na to by wrócić do swojej wagi, to to w jaki sposób Agnieszka pisze o diecie niełączenia jako o sposobie na zdrowe życie, przekonało mnie by właśnie w tym kierunku podążać i starać się odżywiać w taki a nie inny sposób. Powoli zatem, acz skutecznie wprowadzam zmiany w swoim jadłospisie i  przyznaję, działa. Okazuje się, że nie tak trudno jest porzucić stare przyzwyczajenia na rzecz tych nowych, zdrowszych. Gdyby nie moja nieustanna walka ze słodyczami, byłoby już całkiem dobrze:P Autorka, tak jak w swojej wcześniejszej książce, tak i w tej dzieli się z czytelnikami swoimi ulubionymi zdrowymi przepisami, ciekawostkami dotyczącymi niektórych składników jej diety, ich właściwościami i działaniem, które zaobserwowała na własnej osobie. Wszystko to 'podane' w bardzo przejrzysty, miły dla oka sposób:)

Jak już wspomniałam jednak wcześniej, "Smak szczęścia" nie jest książką kucharską, ale poradnikiem i dlatego w kolejnych rozdziałach znajdziemy m.in. naturalne sposoby na pielęgnację ciała, przepisy na maseczki i odżywki domowej roboty, metody walki ze stresem jaką na przykład jest medytacja (czy to chrześcijańska czy z mantrą), ale nie tylko. Agnieszka poświęca również cały oddzielny rozdział jodze, która jest dla niej nie tylko sposobem na utrzymanie figury, ale również na uwolnienie od napięć, stresów, oczyszczenie umysłu. Ciekawy rozdział, który z pewnością do jogi przekonuje i choć od jakiegoś już czasu ten rodzaj aktywności 'chodzi za mną' to dobrze po raz kolejny przeczytać, że warto. Kiedyś z pewnością spróbuję. Oczywiście modelka zobligowana oczekiwaniami czytelniczek poświęciła również rozdział takim, wydawałoby się prozaicznym rzeczom jak moda, zachowanie młodego wyglądu, dom czy pasja.

Agnieszka dużo czerpie w swoim życiu z filozofii wschodu i w tym poradniku doskonale widać wpływy tej filozofii na jej życie, ale nie tylko. Znajdujemy tu również podrozdział poświęcony świętej Hildegardzie z Bingen, którą Agnieszka w jednym z odcinków "Małej czarnej" nazwała swoją idolką. Poradnik ten daje takie poczucie, że warto w życiu szukać i próbować wielu rzeczy, bo tylko wtedy jest szansa, że znajdziemy to czego szukamy. Sama, sięgając po tą książkę zastanawiałam się na ile będzie ona inna od "Smaku życia", która to pozycja również poruszała temat piękna, urody, nie wspominając o jedzeniu. Podoba mi się to, że nawet przez te kilka lat od powstania tamtej książki Agnieszka nie poprzestała na poszukiwaniach i wprowadzaniu zmian w swoje życie. Wtedy w jej książce znajdowały się przepisy na potrawy mięsne, w tej książce autorka pisze o diecie bezmięsnej na którą przeszła w konsekwencji stosowania diety niełączenia. Lubię osoby w ten sposób poszukujące, może dlatego, że sama jeszcze taką nie jestem, a mam aspiracje???

Z czystym sumieniem zachęcam do kupna tej książki. Jak każdy poradnik nie trzeba jej czytać 'jednym ciągiem', ale można i warto po nią sięgać, gdy akurat szukamy odpowiedzi na jakieś pytanie czy rady. Ja z pewnością będę po nią regularnie sięgać, zresztą tak jak sięgam po "Smak życia" i przepisy tam się znajdujące. Placuszki z cukinii, mniam!:)


A. Maciąg, Smak szczęścia czyli o dietach, modzie, medytacji i kąpieli w płatkach róż, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2011, s.296.

2012-06-19

"Krzyżówka" - Anita Halina Janowska.

Pomiędzy swoim narzekaniem na bloga i zastanawianiem się nad sensem jego istnienia przeczytałam kolejną książkę, po której lekturze wystąpiła we mnie przemożna chęć by ją 'zrecenzować' (powiedzmy sobie szczerze, recenzje to to nie są:P) na blogu! Wniosek taki, że blog będzie istniał albo do momentu gdy czytać przestanę (!), albo gdy moje życie nabierze takiego rozpędu, że 'nie wyrobię', albo gdy moja obsesja porównywania się z innymi osiągnie punkt kulminacyjny! Jak dotąd, żadna z tych opcji nie wydaje mi się wystarczająco realna, dlatego bloga dalej prowadzić będę, czy tego chcę czy nie:P Przy okazji kochani, dziękuję za miłe słowa po tej mojej ostatniej, trochę dobijającej notce:) Było mi bardzo miło, bezapelacyjnie podnieśliście mnie na duchu.

Wracając jednak do książki. 
"Krzyżówkę" Anity Haliny Janowskiej nazwałabym zbiorem wspomnień autorki, takich urywków przeszłości, które czasami zabawne, czasami tragiczne kreślą obraz wojennych  oraz powojennych losów jej rodziny.
Tytułową 'krzyżówką' podług polityki Hitlera nazywana była osoba, której jedno z rodziców było Niemcem a drugie Żydem. Właśnie taką 'krzyżówką pierwszego stopnia' była Anita, łodzianka, córka Niemca i Żydówki. Gdy końcem lat siedemdziesiątych autorka spotkała się i spędziła kilka dni na rozmowach z inną 'krzyżówką' ta, gdy się żegnały przykazała jej by koniecznie spisała ona swoje wspomnienia i opowieści. Książka ta jest właśnie wynikiem dostosowania się do zaleceń koleżanki.




Anita Janowska była drugą córką Teodora Wahlmanna i Etny Fajnberg. Szczęśliwie dla jej rodziny, rodzice pobrali się na kilka lat przed wprowadzeniem przez Hitlera polityki, w ramach której zawieranie małżeństw pomiędzy Niemcami z Żydami uchodziło za czyn karalny. Ponieważ jednak Teodor i Etna pobrali się przed rokiem 1935, ojciec Anity nie ponosił z tego tytułu innych konsekwencji jak ta, że musiał ukrywać swoją żonę przed żołnierzami SS, którzy dość regularnie dostawali donosy, że w ich mieszkaniu mieszka Żyd. Z córkami Wahlmann nie miał aż takich problemów, gdyż oprócz tego, że nie mogły chodzić do szkoły nie groziły im raczej większe tarapaty. Jak pisze Janowska, Niemcy nie wiedzieli co robić z dziećmi pochodzącymi z takich związków, ponieważ z jednej strony płynęła w nich krew Żydowska, zakazana, ale z drugiej posiadali też w sobie najświętszą krew aryjską...

Czytając te raczej pobieżne wspomnienia Janowskiej z czasów II Wojny Światowej ma się wrażenie, że albo jej rodzina przeżyła wojnę wyjątkowo jak na swoją narodowość spokojnie, albo, że sama autorka wielu zdarzeń ze swojego wojennego życia nie pamięta. Wspomnienia te bowiem skupiają się głównie na błahych wydarzeniach, na przelotnych znajomościach, na pierwszych miłościach a mało tutaj samej walki o przeżycie rodziny, która w połowie żydowska musiała chyba intensywnie walczyć o przetrwanie. Może jednak nie??? Nie dowiedziałam się z nich niestety jak to było być 'krzyżówką' w świecie Niemców, Polaków i Żydów, z których każdy kierował się innym systemem wartości, sposobem działania, myślenia. Mam wrażenie, że gdyby ten fragment książki napisała starsza o 7 lat siostra Aliny, cały rozdział dotyczący wojennego życia rodziny nabrałby tzw. rumieńców. A tak trochę nudno było i czuję, że temat nawet w części nie został wyczerpany.

Oczywiście książka zmienia delikatnie swój wydźwięk w momencie zakończenia wojny i pójścia autorki do szkoły. Janowska dość często wspomina o tym jak trudno było być w tamtych czasach dzieckiem Żydówki i Niemca. W polskiej szkole nie mogła mówić o matce Żydówce, w żydowskiej ukrywała prawdę o swoim ojcu. Dopiero w tych rozdziałach dowiadujemy się o tym, jakim problemem dla dziecka był nie tylko brak przynależności do jednego konkretnego społeczeństwa, ale również posiadanie rodziców z dwóch przeciwstawnych sobie społeczności, dwóch tak różnych w tamtym czasie ras.

"Krzyżówka" niestety nie jest książką, która by mnie zachwyciła. Zbyt wielu rzeczy mi w niej brakowało i zbyt duży niedosyt we mnie ona zostawiła. Książka zahacza o temat wojny, później socjalizmu i komunizmu w Polsce, ale żadnego w pełni nie wyczerpuje. Mamy tutaj natomiast opisaną galerię miłosnych uniesień zarówno matki, siostry jak i samej autorki, oraz poznajemy powojenne losy dalszej rodziny Anity Janowskiej, której to rodziny przedwojennych losów nie znaliśmy. I pomimo, że książkę czyta się 'lotem błyskawicy' to to wszystko jakoś się nie klei, za szybko, za dużo, za niedokładnie. Szkoda, bo potencjał wydawał się duży.

A. H. Janowska, Krzyżówka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010, s.197.